21 września 2026
Jest w mojej pracy taka czynność, która budzi we mnie coś w rodzaju melancholii. To kasowanie kont absolwentów. Robię to zazwyczaj na początku września, gdy aktualizujemy oddziały uczniów z niższych klas. Klikając ikonkę „Usuń czytelnika” przy nazwisku, widzę dawne uśmiechy, przypominam sobie rozmowy i żarty albo wyliczam niektóre wypożyczane tytuły. I robi mi się trochę smutno…
Pamiętam trio chłopaków z „humana”, z pasją czytających Słowackiego i Mickiewicza (naprawdę!). Albo dziewczynę piszącą świetne recenzje na szkolny portal kulturalny. Była też uczennica, która zostawiła notatki na marginesach Pożegnania z biblioteką Manguela. I kolejne trio, które spędzało każde okienko w czytelni na dyskusjach o książkach i filmach – aż musiałam ich uciszać, bo od emocji grzał się sufit…
Usuwając kolejne nazwiska z systemu, zastanawiam się, co w tej chwili porabiają ich właściciele. Na jakie studia się dostali? Co ich czeka w przyszłości? Jakie książki ich poruszą i jak długo przetrwa w nich ten młodzieńczy entuzjazm, którym zarażali mnie przy każdej wizycie w bibliotece?
To nie jest tak, że te pytania spędzają mi sen z powiek. Nie czuję też przygnębienia. Po prostu, podczas rutynowej czynności przy otwieraniu nowego roku szkolnego nachodzi mnie taka refleksja, że ludzie, których na co dzień spotykamy, są zazwyczaj tylko na chwilę. I że warto przez tę chwilę dać im z siebie jak najwięcej. I jak najwięcej od nich przyjąć. Nawet tu, w szkolnej bibliotece.
Co o tym myślisz?