CODZIENNIK BIBLIOTECZNY

BIBLIOTECZNE PRZYGODY, LITERACKIE PODRÓŻE, CZYTELNICZE ODKRYCIA


#11 UDAŁO SIĘ!

Do biblioteki wszedł uczeń. Zbliżając się do lady, rozglądał się nieśmiało po sali, jakby szukał drogi ucieczki… Z plecaka wyjął lekturę – nie pamiętam już, czy to był Hamlet, Skąpiec czy Lalka. Trzymając książkę w ręku niby tarczę, szedł w moją stronę, jednocześnie szepcząc po cichu, jakby bał się własnego głosu: „Chyba minął już termin zwrotu…”.

Od pierwszej chwili wiedziałam, skąd ta niepewność i obawa. Gdyby ktoś z zewnątrz obserwował reakcje niektórych uczniów, gdy przychodzą oddać przetrzymane książki, mógłby odnieść wrażenie, że w naszej bibliotece za najmniejszą zwłokę wyznaczamy okrutne kary opisane w katalogu średniowiecznych tortur, a my – bibliotekarki – zioniemy ogniem jak potworne smoczyce i pożeramy zapominalskich czytelników.

Mówię to głośno i wyraźnie – nic takiego u nas nie ma miejsca! Co więcej, idąc śladem Paula Ladewiga, który w Katechizmie biblioteki* wydanym w 1914 roku, w punkcie 73. pisał, że „pojęcie kara powinno być usunięte ze statutu biblioteki”, stosujemy określenie cegiełka. I owszem, pobieramy drobne opłaty za spóźnienia, jednak w całości przeznaczamy je na zakup nowych książek. Dzięki temu możemy regularnie nabywać po kilka tytułów na miesiąc, a uczniów, którzy „dołożyli się” do tych zakupów, nazywamy dumnie „mecenasami”, dziękując im za wspieranie rozwoju księgozbioru. Zdarza się nawet, że niektórzy specjalnie zwlekają ze zwrotem, aby narosła większa kwota, albo nie przyjmują od nas reszty. „To na bibliotekę ” – mówią.

Wracając do ucznia, który z miną cierpiętnika stał przy ladzie z Hamletem, Skąpcem czy inną Lalką – rozliczyłam się z nim z uśmiechem, poinformowałam, że właśnie dołożył dwa złote do kolejnych zakupów i pożegnałam go, zapraszając po następną lekturę.

Nie jestem jednak pewna, czy do końca przekonałam go do tego, że bliżej mi jest do owieczki niż do smoczycy. Zamykając drzwi od strony korytarza, chłopak wypowiedział bowiem do kolegi zdanie, które brzmiało tak, jakby właśnie anulowano mu wyrok śmierci: „Uff, udało się!”.

*Paul Ladewig, Katechizm biblioteki, przełożył z jęz. niem. na jęz. pol. Zdzisław Gębołyś przy współpracy Bernharda Kwoki, przeł. z jęz. niem. na jęz. ang. Zdzisław Gębołyś, Wydawnictwo Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, Bydgoszcz 2016; książka dostępna jest również w wersji online w Kujawsko-Pomorskiej Bibliotece Cyfrowej [https://kpbc.umk.pl/dlibra/publication/251095/edition/247965/content]; pierwsze wydanie w języku niemieckim można obejrzeć m.in. w Książnicy Kopernikańskiej w Toruniu (Katechismus der Bücherei von Paul Ladewig, Ernst Wiegandt Verlagsbuchhandlung, Leipzig 1914).

Co o tym myślisz?